To jest dobre pożegnanie

04 czerwca

Terry Pratchett, Pasterska korona, Tiffany Obolała, Babcia Weatherwax

Bałam się Pasterskiej korony. Bałam się, bo to koniec i nie zostanie mi już nic nowego ze Świata Dysku, ale przede wszystkim bałam się, że ta dokończona, ale jednak niedopieszczona przez autora książka zwyczajnie nie będzie dobra. Nie wytrzymałam jednak długo i dobrze zrobiłam, bo już po kilku stronach wiedziałam, że to jest dobre pożegnanie i nie ma większego znaczenia co dalej się wydarzy, tak już pozostanie, dzięki temu początkowi.

Teraz zaczynają się SPOILERY. Od razu.





To był dobry moment na śmierć Babci Weatherwax. Na początku trochę się zdziwiłam, że Pratchett nie zostawił tego na finał książki, a potem przypomniałam sobie, że on lubi grać z naszymi oczekiwaniami i to przecież za to lubię jego książki (i za humor, ale przecież sam humor by nie wystarczył).Gdyby to się zdarzyło w jakiejkolwiek innej książce, byłabym wściekła, bo to jedna z moich ulubionych postaci Świata Dysku. Jej śmierć w tej książce wydała mi się jednak na miejscu, bo dalszego ciągu i tak nie będzie, a paradoksalnie dzięki temu wydarzeniu wiem, że on jest. To nie byłą moja Pierwsza Myśl, ale Druga, albo Trzecia, że to jest początek czegoś nowego. Tego wrażenia nie miałabym jednak, gdyby Babcia umarła na końcu książki.

O czym innym byłaby też wtedy dla mnie Pasterska korona. Po tym początku i przez śmierć autora, jest to dla mnie książka o odchodzeniu, bo myśli na ten temat towarzyszyły mi przez całą lekturę. Tym bardziej, że nie tylko Babcię Weatherwax wspominała Tiffany, ale w myślach ciągle towarzyszyła jej też Babcia Obolała. Obydwie martfe, a jednak tak pomocne i tak żywe dla Tiffany.

Mojego ciągu skojarzeń nie zaburzyli też staruszkowie, którymi zajął się Geoffrey. Niepotrzebni, kochani, ale traktowani jak meble przez własne żony, dostali własny kawałek przestrzeni, a potem pokazali, że chociaż tak bliscy końca, są niezastąpieni i młodsi niż myśleli. Bardzo lubię, zarówno książki jak i filmy, podejmujące temat starszych ludzi i ich problemów, więc to jest jeden z tych wątków, gdzie najbardziej mi żal, że Pratchettowi nie było dane go rozwinąć.

Drugim takim wątkiem jest ten, w którym moim zdaniem, najbardziej odczuwalne jest to, że potrzebował on dodatkowych szlifów. Chodzi mi o przyjaźń między Tiffany i Królową Elfów. To przejście od wrogości do przyjaźni jest bardzo szybkie i niezrozumiałe (szczególnie ze strony elfki). Wystarczą bodajże dwa drobne wydarzenia i ona zmienia swój sposób myślenia i postępowania, do tego nazywa Tiffany swoją przyjaciółką i na koniec rzeczywiście zachowuje się jak przyjaciółka. Nie kupuję tego, ale ponieważ wiem, że Pratchett wielu rzeczy nie zdążył powstawiać, więc te dziury jestem skłonna wybaczyć i zapełnić własną wyobraźnią.

Takich niedopieszczonych wątków jest tu więcej, co wyjaśnia posłowie Roba Wilkinsa. Jednak, mimo że Pratchett nie zdążył doszlifować tej powieści (ale zdążył dokończyć, dzięki czemu nikt tu niczego nie musiał dopisywać, a my dostajemy zakończenie), mimo tych braków, jest bardzo dobra powieść i nie trzeba się jej bać. Niczego nie psuje i jest najlepszym możliwym zakończeniem historii, która toczyła się dalej, już bez naszej obserwacji.

Po kilkunastu latach skończyłam czytać Świat Dysku, zaczynałam kiedy jeszcze  byliśmy do tyłu z tłumaczeniami i ukazywało się kilka nowych części rocznie. Potem dogoniliśmy Pratchetta i było trzeba coraz dłużej czekać, potem okazało się, że Terry zachorował na Alzheimera i spodziewałam się, że to już koniec. Okazało się, że był w stanie pisać prawie do końca i, wbrew temu czego się spodziewałam, ciągle pisał bardzo dobrze. Coś się kończy, ale też jak w Pasterskiej koronie to nie jest tak naprawdę koniec. Teraz zaczynam z Pratchettem nową przygodę. Rzadko wracam do książek, które wcześniej czytałam, ale wkrótce zacznę czytać Pratchetta od nowa, tym razem chronologicznie. To będzie dobra przygoda.

Może też Ci się spodobać

0 komentarze

Ostatnie wpisy

Facebook