W tym szaleństwie jest metoda!

08 sierpnia


Selmę Lagerlof kojarzyłam dotąd jako pierwszą kobietę nagrodzoną literacką Nagrodą Nobla i autorkę Cudownej podróży. Zakodowało mi się (niesłusznie), że tworzyła głównie dla dzieci. Tętniące serce jest pierwszą jej książką, po jaką sięgnęłam i chociaż wiedziałam, że nie jest skierowana do dzieci, szybko uznałam ją za baśń dla dorosłych. Bo co innego miałam pomyśleć, kiedy zaraz na początku główny bohater poprosił słońce o nadanie imienia swojej córce? Zresztą, dalsze wydarzenia tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu, aż w połowie książki zdałam sobie sprawę, że to zupełnie nie tak.


Lagerlof umiejętnie zmyliła tropy (oprócz słońca nadającego imię Klarze Finie Gullebordze pojawiają się tu też na przykład trolle) i długo nie zorientowałam się, że jest to tak naprawdę opowieść o szaleństwie. Kiedy Jan Anderson ze Skrołyki w pierwszym rozdziale pyta sam siebie czego mu brakuje i co jest powodem spychania go przez ludzi na szary koniec, odpowiedź jeszcze nam się nie nasuwa, ale im więcej szczegółów opowieści odkrywa przed nami autorka, tym jaśniejszy staje się powód takiego traktowania. Bo Janowi brakuje rozumu. Zresztą nie jest w tym braku osamotniony, podobny problem ma jego siostra, więc możemy domyślać się, że Jana do takiego stanu nie doprowadziły jakieś wydarzenia, tylko jest to problem dziedziczny.

Autorka tworzyła u schyłku romantyzmu i chociaż sama zaliczana jest do przedstawicieli naturalizmu, to widać wyraźnie w Tętniącym sercu powracający w literaturze romantycznej motyw osoby obłąkanej, która widzi i wie więcej. Tak też jest traktowany Jan przez swoje otoczenie. Z jednej strony mają do niego pewien dystans, jako do osoby niespełna rozumu, z drugiej zaś wierzą w jego zdolności prorocze. Nie ma w tym nic dziwnego, bo są to ludzie prości, a tacy mają przecież być bardziej wyczuleni na czucie i wiarę. Widać też, że młodsze pokolenie (pod postacią Klary), bardziej światowe nie daje się tak łatwo przekonać co do wyjątkowości Jana, nie wierzy, że z przekleństwem idzie też jakiś dar. Zresztą, gdyby to Klara była główną postacią tej powieści, z pewnością byłaby ona naturalistyczna, bo losy córki Jana bardzo do tego nurtu pasują. Tu jednak nie dostajemy szczegółów jej życia w mieście, a jedynie informację (długo podawaną jedynie w formie aluzji), czym trudniła się Klara.

Z tym że właśnie Klara tu nie jest aż tak ważna. Stanowi jedynie punkt odniesienia dla Jana. Dla niego świat bez córki nie istnieje i nawet kiedy ukochana jedynaczka wyjeżdża, wszystko robi z myślą o niej. Pytanie, czy to na pewno ona jest powodem jego szaleństwa. Nie jestem tego pewna, bo tak jak pisałam, braki w zdrowiu psychicznym Jana ujawniają się jeszcze przed jej narodzeniem. Na pewno jednak córka jest tą osobą, przy której ułomność Jana wyraźnie się objawia i coraz mocniej się pogłębia, aż do ostatecznego kryzysu.

Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyła mnie ta książka. Spodziewałam się, że to będzie dość nudny początek mojego wyzwania, a tymczasem okazło się, że czekało mnie wiele zaskoczeń, a fabuła mnie wcągnęła. Nie spodziewałam się, że ta książka tyle w sobie kryje.

Książkę czytałam w ramach mojego prywatnego wyzwania Czytanie Świata.


Może też Ci się spodobać

0 komentarze

Ostatnie wpisy

Facebook