Aaron Burr, czyli o XVIII-wiecznym grammar nazi

03 kwietnia


Grammar nazi w czasach internetu stali się przysłowiowi. Wyskakują co rusz ze swoimi uwagami dotyczącymi nie tylko samych błędów (wbrew nazwie nie tylko gramatycznych, ale przede wszystkim ortograficznych i interpunkcyjnych) przy każdej możliwej okazji. Wydawałoby się, że cel mają szczytny: szerzenie szeroko pojmowanej poprawności językowej. Niestety przy okazji zapominają o kulturze. Typowe zjawisko w internecie. No właśnie… czy grammar nazi pojawili się dopiero wraz z internetem, a wcześniej nikt nikogo publicznie nie obsztorcowywał za błędy?

To jest oczywiście pytanie retoryczne, bo zmieniają się możliwości techniczne, ale nie natura ludzka. Jeśli można komuś dopiec - to czemu się powstrzymywać?

Na jeden z przykładów grammar nazi natrafiłam niedawno czytając książkę Wacława Szyszkowskiego Twórcy Stanów Zjednoczonych: Waszyngton, Jefferson, Hamilton. Czytałam, oczywiście, na fali mojego zainteresowania musicalem Hamilton. Historia, którą przytoczę pokazuje przy okazji, że do warto do pewnych stwierdzeń z artystycznych przekształceń historii, podchodzić z dystansem. Zresztą sami oceńcie, czy ta historia pasuje wam do postaci, która śpiewa Talk less, smile more, Don’t let them know what you’re against or what you’re for i ogólnie dość długo koncentruje się ukrywaniu swoich przekonań.


Cała rzecz miała miejsce w 1798 roku. Prezydentem Stanów Zjednoczonych był John Adams, ale w razie spodziewanej wojny z Francją dowództwo wojsk miał objąć George Waszyngton. Powrót na stanowisko pierwszy prezydent Stanów uzależniał od tego, czy Aleksander Hamilton zostanie mianowany jego następcą. Tak się stało i do zadań Hamiltona należało m. in. uzupełnienie korpusu oficerskiego. Hamilton i Burr już wtedy mieli dość burzliwe relacje, ale nie były one poważnie zaognione. Aleksander wręcz protegował Aarona Burra na generała brygady. Wszystko dobrze szło, aż do przesłuchania kandydata. To miała być tylko formalność, tymczasem sprawy wymknęły się spod kontroli i… Pozwólcie, że zacytuję co na ten temat pisze Szyszkowski (str. 330):

Zapytany, czy deklaruje poparcie dla Waszyngtona jako wodza naczelnego, Burr wyniośle odpowiedział, że chociaż zapewnia lojalność Waszyngtonowi, to jednak pogardza nim, jako człowiekiem bez talentu, którego nie stać na napisanie z zachowaniem ortografii jednego nawet zdania poprawną angielszczyzną.

Jak można się domyślać, Burr generałem nie został. A wystarczyło trzymać język za zębami!

Może też Ci się spodobać

0 komentarze

Ostatnie wpisy

Facebook