Powieść nieidealna, czyli Opowieść o dwóch miastach

26 maja

Karol Dickens

Pisałam już na moim Instagramie, że ostatnio moje zainteresowania koncentrują się wokół tematu rewolucji, a konkretnie czasów, kiedy miały miejsce rewolucja amerykańska i francuska. Nie jest to oczywiście przypadek, tylko konsekwencja mojego zainteresowania musicalem Hamilton, a wcześniej Nędznikami. Połączenie tego zainteresowania z moją sympatią do książek Charlesa Dickensa, zaowocowało ostatnio lekturą Opowieści o dwóch miastach.

Zakochałam się w narracji tej książki. Otworzyłam tę książkę i kupiłam ją ze względu na pierwsze zdania, a dalej było równie dobrze. Dickens potrafi opowiadać i robi to w pięknym stylu, nie szczędząc przy tym ironii. Z tego co wiem, dostępne są dwa tłumaczenia, ja czytałam to wykonane przez Tadeusza Jana Dehnela i bez wahania mogę je polecić.

Książkę czytał mi się świetnie, dzięki sposobowi opowiadania Dickensa, poza tym ciągle mało wiem, o tamtym okresie historii, więc byłam żywo zainteresowana tłem fabularnym. Nie znaczy to jednak, że nie mam do tej książki żadnych zastrzeżeń. Problem mam z bohaterami. Niestety, są to postaci zupełnie jednowymiarowe, ledwo naszkicowane. Wszystko, co o nich wiemy ma ścisły związek z fabułą. Dzięki temu książka nie ma rozmiaru Nędzników, ale też trudno przejmować się losami bohaterów. Szczerze mówiąc, nie wzruszyłoby mnie specjalnie, gdyby wszyscy zginęli na gilotynie. Byli tak papierowi, że trudno mi żywić wobec nich jakiekolwiek uczucia. Wyjątkiem jest tu Lucie. Istny anioł, piękna, dobra, skłonna do poświęceń i uwielbiana przez niemal wszystkich bohaterów. Typowa Mary Sue. Im bliżej było końca książki, tym bardziej mnie denerwowała. Z pewnością nie było to zamierzeniem autora.

Brzmi to okropnie, a tymczasem mimo tej dość znacznej wady książka bardzo mi się podobała i zachęciła, żeby sięgnąć po kolejne książki Dickensa, z którymi nie zdążyłam się wcześniej zapoznać. I tak, już wiem, że prawdopodobnie bohaterowie będą równie papierowi. Cóż, widocznie muszę się pogodzić z tym, że nie jest to autor, którego się czyta dla pogłębionej charakterystyki bohaterów, tylko dla narracji. Jeśli będę chciała, żeby jedno i drugie stało na wysokim poziomie, wtedy wrócę do powieści Jane Austen.

Na półce czekają na mnie od jakiegoś czasu Oliver Twist i Klub Pickwicka. Po którą z powieści powinnam sięgnąć najpierw?

PS Zachęcam do polubienia fanpage bloga na Facebooku.

Może też Ci się spodobać

0 komentarze

Ostatnie wpisy

Facebook