Z życia krasnoludka

22 stycznia


Metr pięćdziesiąt osiem. Nie jest to wiele, ale wcale nie określiłabym się, jako niską osobę. To jednak nie ma znaczenia, bo tak określa mnie większość. A może nie większość? Może tylko producenci ubrań? Ten metr pięćdziesiąt osiem jest jednym z powodów, dla których nienawidzę zakupów. Jest też jednym z powodów, dla których ostatnio przerzuciłam się niemal całkowicie na noszenie sukienek.

Spodnie najchętniej kupuję latem. Od kilku lat w czasie cieplejszego sezonu jest moda na ciut krótsze nogawki, więc udaje mi się wtedy kupować spodnie, które są mi tylko minimalnie za długie i nie muszę ich skracać. Wszystko co ma rękawy… cóż, albo je podwijam albo podciągam, bo jeśli tego nie zrobię to wyglądam, jakbym nosiła ubrania po starszej siostrze. Dlatego chętnie kupuję ubrania z rękawem typu 3/4. Jakiś czas temu kupiłam przez internet sukienkę z takim rękawem. W moim przypadku sięga on minimalnie powyżej kostek u nadgarstków.

Kiedy byłam dzieckiem mama kupiła mi cudowną, cieplutką i milutką piżamę w serduszka. Mama kupiła mi ją na wyrost i byłam z tego zadowolona, bo najpierw zawijałam w nią również stopy, co było wspaniałe dla takiego zmarzluszka, jakim byłam. Kilka lat później piżama nadal mi pasowała, mimo że sporo urosłam. Teraz już nie rosnę, ale często nawet najmniejsze rozmiary mają za długie rękawy i nogawki. Pozostaje mi kupować piżamy w sklepach z chińszczyzną. Wszyscy narzekają na nie, że kurczą się z każdym praniem, a ja liczę ile jeszcze razy muszę uruchomić pralkę, żeby mieć w końcu coś w moim rozmiarze.

Moje obecne mieszkanie miało wcześniej lokatorów ponad przeciętnego wzrostu i to oni wieszali wszystkie szafki kuchenne i lustro w łazience. Czuję się czasami, jakbym występowała w tym uroczym teledysku Edward Sharpe & the Magnetic Zeros.


Od dwóch lat pracuję w bibliotece dziecięcej, gdzie są regały dostosowane do przeciętnego wzrostu czytelnika, więc jestem jakaś taka nieporozciągana, bo wcześniej musiałam stawać na palcach i wyciągać ręce wysoko do nieba, to znaczy do najwyższej półki.

Z kolei od zeszłego roku w mojej bibliotece mamy miarę wzrostu, gdzie dzieciaki z przedszkoli i podstawówek mogą sprawdzić, jakie książki są polecane dla osób o podobnym wzroście. Miarka jest zrobiona na podstawie tabelki sugerującej przeciętny wzrost dla danej grupy wiekowej. Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli jakimś cudem urosnę teraz dwa centymetry, to nadal będę mogła sprawdzać, jakie książki są polecane dla mnie.

W każdym razie przeczytałam ostatnio, że jestem około trzydziestu centymetrów wyższa od najwyższych hobbitów. Dziwnie jest dla odmiany myśleć o sobie, jako o kimś tak wysokim.

Pewnie mnóstwo razy mówiono wam, że nie powinno patrzeć się na innych z góry. Dobra wiadomość jest taka, że kiedy jesteś niską osobą, nie musisz pilnować, żeby tego nie robić.


A jakiego wy jesteście wzrostu? I jakie z tego powodu macie problemy? Ten wpis, chociaż są w nim tylko fakty, nie jest oczywiście na poważnie, ale myślę że to doskonałe miejsce, żeby ponarzekać jaki to świat jest do nas niedostosowany. Niech się tu świat trochę powstydzi.


Jeśli spodobał Ci się ten post, możesz obserwować mnie też na Instagramie i Facebooku. Zapraszam!

Może też Ci się spodobać

0 komentarze

Ostatnie wpisy

Facebook